„Zakon drzewa pomarańczy”- epicka powieść Samanthy Shannon.

Czasem usłyszę, innym razem gdzieś rzuci mi się w oczy tekst zachęcający do przeczytania takiej czy innej pozycji. Często w takich wypadkach dopada mnie dylemat: „Kupować, czy nie kupować?” Przeważanie zwycięża zdrowy rozsądek i pustki w portfelu, ale zdarzają się idealne sytuacje, nazywane okazjami. A mianowicie promocje przygotowane przez wydawnictwa bądź księgarnie internetowe. Właśnie dzięki temu zaopatrzyłam się w historię autorstwa Samanthy Shannon „Zakon drzewa pomarańczy”. Wiele osób wypowiadało się bardzo pozytywnie o książce, dlatego też sama chciałam sobie wyrobić o niej zdanie.

Według źródeł internetowych autorka zaczęła pisać już w wieku piętnastu lat, jednak jej ówczesna powieść nie została wydana. Studiowała literaturą angielską oraz literaturę powszechną. Ukończenie studiów zbiegło się z wydaniem książki „Czas żniw”, która była pierwszą z siedmiotomowej serii. „Czas żniw” został uznany za bestseller, zaś w międzyczasie pisania poszczególnych tomów popełniła książkę „Zakon drzewa pomarańczy”.

Wraz z autorką zanurzamy się w rozdarty świat, w którego jednej części żyją smoki otaczane szacunkiem i czcią, a w innej przebudza się do życia dawno uśpiony wróg – Bezimienny wraz z hordami swych okrutnych i przerażających wyrm. Bestia już raz została pokonana, a historia o tych wydarzeniach znana jest przez mieszkańców każdego zakątka świata i wiąże się z domem Berethnet’ów. Jednak nie wszystkie krainy podzielają ten pogląd. Niezaprzeczalny pozostaje jeden fakt, w obliczu zagrożenia wszyscy powinni się zjednoczyć we wspólnej walce, jednak niekoniecznie bywają zgodni w jaki sposób powinny zostać poprowadzone działania.

Samantha Shannon prezentuje nam w książce nie tylko bogaty i urozmaicony świat, ale przede wszystkim ciekawych, wyrazistych bohaterów i to głównie kobiecych. Wśród wartych wspomnienia znajdują się Ead Duryan – członkini tajnego zakonu, obrończyni królowej Inys przed skrytobójcami, a oficjalnie posłuszna i lojalna dama dworu. Drugą z postaci jest Tane, która podporządkowała całe swoje życie spełnieniu jednego, najważniejszego marzenia o zostaniu smoczym jeźdźcem. Musi mierzyć się z wieloma przeciwnościami, aby osiągnąć cel, jednak to jej nie powstrzymuje. Znalazłabym jeszcze parę postaci, na które warto byłoby zwrócić uwagę, jednak skromność opisu sprawia, że nie jesteśmy w stanie utrzymać na nich zainteresowania na dłużej. Autorka w początkowej części książki zarzuca nas mnogością informacji. Jednak, aby na dobre wgryźć się w fabułę i prezentowaną historię potrzebujemy przebrnąć przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt pierwszych stron. Kiedy już akcja się rozkręca i nabiera tempa, książkę czyta się z dużo większą przyjemnością, choć nie jest ona pozbawiona wad.

Najważniejszymi dla mnie słabościami tej pozycji są: brak jakiegokolwiek opisu historii tytułowego Zakonu Drzewa Pomarańczy oraz niepełne, można rzec urwane informacje dotyczące niektórych wątków, (które aż proszą się o rozwinięcie). Biorąc pod uwagę powyższe, tytuł książki powinien według mnie brzmieć: „Historia walki z Bezimiennym” bądź „Legendy Domu Berethnet’ów”. Proszę mnie źle nie zrozumieć, książka jest naprawdę bardzo dobra, ale nie jest niestety fantastyczna (choć mogłaby być).

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment