Tropem zbrodni w trylogii Zygmunta Miłoszewskiego.

Książki to mój nałóg, przyznaję to bez najmniejszych oporów. Jednak, dzieła pisane to dla mnie nie pogoń za nowościami, a przede wszystkim oderwanie od rzeczywistości oraz zagłębienie się w niepowtarzalną i wzbudzającą ciekawość historię. I choć niektóre perełki odkrywam ze znaczącym poślizgiem, to tym bardziej doceniam ich lekturę. Tego rodzaju książki stanowi trylogia napisana przez Zygmunta Miłoszewskiego o przygodach prokuratora Teodora Szackiego.  

Autor tej trylogii jest rodowitym warszawiakiem, który ukończył polonistykę, zaś pierwsze lata zawodowej kariery związał z prasą pisząc reportaże z sal sądowych dla “Super Expressu”. Kolejne lata poświęcił na współpracę z tygodnikiem “Newsweek” w charakterze redaktora, a następnie felietonisty. Właśnie na łamach tego magazynu pisał o grach komputerowych jako ich oddany wielbiciel, a jednocześnie znawca. Wielokrotnie był nagradzany jako publicysta oraz powieściopisarz. Zadebiutował literacko na łamach “Polityki” w 2004 roku nadesłanym na konkurs organizowany przez Jerzego Pilcha opowiadaniem Historia Portfela. Po tym wydarzeniu nawiązał współpracę z wydawnictwem W.A.B., które publikuje wszystkie jego książki. 

Stołeczny prokurator, Teodor Szacki, rozpoczyna nową sprawę. W budynku klasztornym zostaje zamordowany jeden z uczestników niekonwencjonalnej terapii grupowej, w trakcie której podopieczni wcielali się w role swoich najbliższych. Każde przesłuchanie osób zaangażowanych w sprawę dostarcza informacji coraz bardziej wikłających ją. Prokurator ma nadzieję, że dokładne zbadanie przeszłości denata pozwoli wykryć sprawcę oraz motywy nim kierujące. Jednak nie wszystkie tajemnice z przeszłości dają się tak łatwo odkryć.

Bohater stworzony przez autora, jest wyrazisty i charakterny, łatwo go rozpoznać na miejscu zbrodni, głównie przez swój wygląd zewnętrzny (młoda twarz, kompletnie siwe włosy). Poza tym, wyróżnia go niezwykła dociekliwość i nieustępliwość w działaniu. Podoba mi się, w jaki sposób Miłoszewski łączy przeszłość z teraźniejszością (zagadka związana z wydarzeniami z czasów PRL-u). Dodatkowego smaczku fabule nadaje wykreowanie Teodora Szackiego na samotnego i jedynego sprawiedliwego bohatera (niczym w najlepszych filmach o jednoosobowych mścicielach). Błyskotliwie prowadzone dochodzenie, ciekawie przedstawione tło wydarzeń oraz interesująco, choć nieidealnie nakreśleni bohaterowie sprawiają, że nie można się oderwać od lektury. 

 

Niektóre decyzje podjęte przez prokuratora Teodora Szackiego, przyczyniły się do diametralnej zmiany jego sytuacji życiowej. Romans z młodą dziennikarką spowodował rozstanie z żoną, zaś rozczarowanie stołecznym stylem życia zaowocowało przeprowadzką do Sandomierza. Sielskość miasteczka nie przekłada się jednak na zadowolenie Szackiego, gdyż z gwiazdy stołecznej prokuratury stał się samotnym, budzącym nieufność obcym, który na dodatek musi się borykać z zaściankowymi przyzwyczajeniami. Śledztwo w sprawie szokującego morderstwa miejscowej działaczki przypada mu w udziale tylko dlatego, że jako jedyny nie jest z nią w żaden sposób związany. Bardzo szybko okazuje się, że małe miasteczka mogą posiadać wielkie, a niekiedy mroczne tajemnice. Na jaw wychodzą ukrywane od lat antysemickie przesądy oraz legenda o krwi. Nasz nieustraszony prokurator musi się zmierzyć ze ścianą milczenia, skutkami historii, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej oraz wyłuskać ziarno prawdy wśród serwowanych mu kłamstw. 

Akcja nie zwalnia tempa, choć jest przeniesiona w inne miejsce, zaś główny bohater nie traci na wyrazistości, a jedynie odkrywa nieznane nam wcześniej oblicze. Kolejne udane połączenie chwili obecnej z minionymi czasami (postawy Polaków wobec Żydów w trakcie II wojny światowej oraz po jej zakończeniu). Dostrzegam tylko jeden element, który trochę mnie drażni – jest on związany podejściem Szackiego do kobiet oraz protekcjonalnym traktowaniem wszystkich wkoło (rozliczne seksualne przygody, zarozumiałe podejście wobec mieszkańców oraz kolegów i koleżanek z branży). 

Prokurator Szacki po raz kolejny zmienia miejsce zamieszkania, a tym samym pracy. Lokuje się w Olsztynie, gdzie zamieszkuje pod jednym dachem z partnerką życiową Żenią oraz córką Helą, która stała się dość krnąbrną nastolatką. W pracy zyskuje pozycję mentora dla młodego asesora, którym zostaje Edmund Falk. Jednak tak się niefortunnie dla nich składa, że często ich poglądy oraz podejście do pracy nie idą w parze. Śledztwo, które trafia do Teodora Szackiego miało być prostą sprawą, a może się okazać najważniejszą i ostatnią w jego karierze. Podczas robót drogowych, w starym bunkrze zostaje znaleziony stary szkielet. Większość jest zdania, iż są to wojenne szczątki, dlatego szkielet ląduje na uczelni medycznej do wykorzystania w celach medycznych. Okazuje się jednak, że starość kości jest jedynie sprytnym zabiegiem, zaś szkielet tworzą kości pochodzące od różnych osób. Kolejne wypadki sprawiają, że prokurator traci swój profesjonalizm i prawniczy dystans, gdyż na szali wisi życie bliskiej mu osoby. 

Zygmunt Miłoszewski po raz kolejny tworzy niebanalną fabułę i wywołuje sporo emocji. Ostatnia część przygód prokuratora nie łączy w sobie przeszłości z teraźniejszością, ale porusza za to sporo istotnych zagadnień: problemy wiążące się z istnieniem społeczeństw, przemoc wobec kobiet oraz seksizm. I choć jest to finał serii, autor w taki sposób dopracował zakończenie, iż pozostaje ono otwarte. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona drogą jaką obrał autor na stworzenie finału historii prokuratora Szackiego. Jest ona szalenie interesująca, skomplikowana i nietypowa, ale dla mnie delikatnie frustrująca (głównie ze względu na sposób w jaki autor kończy losy głównego bohatera).

Podsumowując: “Uwikłanie”, “Ziarno prawdy” oraz “Gniew” stanowią spójną oraz niezmienną w jakości serię, która potrafi zapaść w pamięć.  Pomimo pewnych moich zgrzytów z Teodorem Szackim – zdecydowanie polecam!

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment