“Światło między oceanami” M.L. Stedman

Niektóre książki posiadają nieodparty urok, który przyciąga nawet pomimo nieznajomości jej treści. Tego rodzaju pozycją jest “Światło między oceanami”. Już od kiedy usłyszałam o niej wiedziałam, że ją przeczytam. Dodatkowym czynnikiem motywującym do poznania tej historii była głośno zapowiadana ekranizacja.

M. L. Stedman jest niezwykle skromną i nielubiącą o sobie mówić osobą. Informacje, które zaczerpnęłam w sieci pochodzą głównie z wywiadów, podczas których dziennikarze z trudem uzyskiwali odpowiedzi na nurtujące ich pytania związane z życiem autorki. Jest ona zdania, że wiedza o jej życiu prywatnym w żaden sposób nie rzuci światła na przedstawianą w książce historię, a wolałaby, aby czytelnicy skupili się na własnym doświadczaniu czytanej opowieści. Margot L. Stedman urodziła się i wychowała w Perth w Australii Zachodniej, ale od wielu lat mieszka w Londynie, gdzie pracowała przede wszystkim jako prawniczka. “Światło między oceanami” jest jej debiutancką powieścią, poruszającą niezwykle trudny i budzący spore emocje temat. Prawdopodobnie dlatego szybko stała się bestsellerem.  

Jemu udało się przeżyć, wielu z jego kompanów niestety nie było to dane. Tom Sherbourne – uczestnik I wojny światowej poszukuje spokoju i pracy, która nada sens jego życiu. W związku z tym przyjmuje posadę latarnika na wysepce u wybrzeży Australii noszącej nazwę Janus Rock. Jest to niezamieszkana, ale urokliwa wysepka, na której może poświecić się rutynowym, uspokajającym obowiązkom związanym z obsługą latarni morskiej. Zupełnie nie spodziewał się, że znajdzie kobietę, która będzie chciała dzielić z nim życie. Isabel Graysmak to urocza, pełna życia dziewczyna, która po utracie braci na wojnie została jedynym żyjącym dzieckiem swoich rodziców. Dzieliła ich pewna różnica wieku, jednak uczucie okazało się silniejsze. Młoda żona przeniosła się na wyspę, aby stworzyć Tomowi szczęśliwy dom i pomóc uporać się z wspomnieniami z przeszłości. Jednak małżeńską idyllę dość szybko zakłócają dotkliwe straty jakich doznają. Ich marzenie o powiększeniu rodziny nie chce się spełnić. Isabel będąca do tej pory opoką Toma, wpada w czarną rozpacz po utracie dwojga nienarodzonych dzieci oraz powiciu martwego chłopca. Jej poczucie straty i zagubienia pogłębia się, gdy słyszy od lekarza, iż nie będzie mogła urodzić dziecka. W tym czasie staje się cud, który wymusza na nich podjęcie niezwykle trudnej decyzji. Do brzegu wyspy dociera łódź z martwym mężczyzną i płaczącym niemowlęciem. Według procedur latarnik powinien tą sytuację niezwłocznie zgłosić, jednak ulega namowom żony i zapoczątkowuje ciąg wypadków prowadzących do konieczności podejmowania kolejnych niełatwych decyzji.  

Przedstawiona w książce historia nie dla każdego czytelnika będzie poruszająca, jednak znajdzie się równie wielu, którzy dostrzegą w niej “to coś”, a być może nawet będą się identyfikować z przedstawionymi przez autorkę dylematami. Autorka wprowadziła w życie bohaterów wiele zamieszania. Jednak, czy nie takie właśnie jest prawdziwe życie? Pełne różnorodnych odcieni szczęścia, nieprzewidywalności, konieczności podejmowania decyzji, a także mierzenia się z cierpieniem. Mnie osobiście “Światło między oceanami” zmusiło do konfrontacji z pytaniami “Jak sama postąpiłabym w podobnej sytuacji? Ile byłabym w stanie poświęcić, aby stworzyć rodzinę i zostać matką?”  

Biorąc pod uwagę powyższe, wcale mnie nie dziwi, iż wydaniem książki interesowało się tak wielu wydawców. Sama jestem pod sporym wrażeniem książki i zdecydowanie polecam poznanie tej historii. 

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment