Poszukujemy “Alibi na szczęście”…..

Czytałam sporo wpisów, w których nieznane mi osoby, ale tak samo zakochane w książkach jak ja, opisywały swoje śmietnikowe akcje ratunkowe. Zawsze chciałam przygarnąć jakieś książki, które ktoś próbowałby wyrzucić. Aż w końcu nadarzyła się sposobność. Mimo, że była to tylko jedna pozycja odczuwałam sporą satysfakcję. Ocaliłam od śmietnika “Alibi na szczęście” Anny Ficner-Ogonowskiej. Wcześniej nie miałam okazji zaznajomić się z twórczością tej autorki i przed przeczytaniem nawet nie zrobiłam researchu odnośnie popełnionych przez nią dzieł. 

O pani Ficner-Ogonowskiej wiem niewiele. Jest nauczycielką, zamieszkuje wraz z rodziną w Warszawie, zaś powieść “Alibi na szczęście” miało być książką do szuflady, jednak mąż autorki w tajemnicy wysłał rękopis do wydawnictwa. Miły gest, ale czy słuszny? Przekonajmy się o tym. 

Jej życie było pełne ciepła, miłości i szczęścia. Hania została wychowana w dobrobycie, beztrosce, ale przede wszystkim w domu pełnym miłości i nic nie przygotowało jej na tak dotkliwy cios. Tego sierpniowego poranka straciła wszystkich najbliższych – rodziców i ukochanego, z którym zaledwie zdążyła rozpocząć wspólne życie. W tych najtrudniejszych chwilach wspiera ją najlepsza przyjaciółka Dominika – pełna życia, radości i kolorów osoba. Ukojenie odnajduje także w nadmorskiej stancji Pani Irenki, do której przyjeżdżała od najmłodszych lat jeszcze z rodzicami. Zaś, stabilizacji i porządku nadaje jej życiu praca zawodowa oraz tworzenie planów dla uczniów. Pewne drgnienie w jej postawie wywołuje pojawienie się w jej życiu Mikołaja – przystojnego architekta, który po pierwszych niepowodzeniach nie daje za wygraną i próbuje przebić mur, który stworzyła wokół siebie Hania. W jego staraniach intensywnie wspiera go Dominika, która wierzy, że jej przyjaciółce pisane jest szczęście. Czy Dominice i Pani Irence uda się połączyć Hanię i Mikołaja? Czy Mikołaj nie podda się w staraniach o Hanię? I czy główna bohaterka zda sobie sprawę, że zasługuje na szczęście? 

“Alibi na szczęście’ to urokliwa historia o trudnych i bolesnych momentach życia, ale także, a może przede wszystkim o miłości i szczęściu, na które zawsze warto być otwartym. Nigdy nie wiemy jak będzie wyglądać nasze jutro, ale powinniśmy mieć nadzieję i wierzyć, że będzie zdecydowanie lepsze od dzisiaj. Siadając do lektury liczyłam na piękną i porywającą powieść, która będzie dla mnie przyjemnie spędzonym czasem. W dużej części się nie pomyliłam, całkiem miło spędziłam czas podczas poznawania historii Hani i Mikołaja. Aczkolwiek odczuwam pewne “ale” co do książki. Autorka chciała z pewnością jak najlepiej oddać aspekty i wątpliwości towarzyszące tej historii, jednak momentami szlag mnie trafiał z powodu zachowania głównej bohaterki. Moją olbrzymią sympatię zyskała za to jej oddana przyjaciółka Dominika – pełna pasji, temperamentna i barwna jak motyl. Oj, ta osóbka nie daje o sobie zapomnieć. Drugą z postaci, która na długo zapada w pamięć jest Pani Irenka – ziemski anioł, prawdziwa skarbnica ciepła i miłości, której nieodparta wiara w pozytywne plany boskie, wzbudza w innych nadzieję na szczęście. Mimo tego, iż przeczytałam tą publikację dość szybko i płynnie, uważam, że pewne fragmenty, bez szkody dla całości fabuły, pisarka mogła sobie darować. Gdy dowiedziałam się, że jest to pierwsza część z cyklu, pierwszą moją myślą było zdziwienie i nurtowało mnie pytanie “Cóż tu jeszcze może zostać powiedziane?”. Widocznie autorka nie postawiła ostatniej kropki w tej historii, jednak dla mnie pozostanie to bez wątpienia historia jednotomowa.

Polecam jako lekką, wakacyjną lekturę. Jednak bez efektu wow! 

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment