Podążamy do “Wieży Jaskółki” Sapkowskiego.

„Lepiej bez celu iść naprzód niż bez celu stać w miejscu, a z pewnością o niebo lepiej, niż bez celu się cofać.” W tej części dużo mamy o pokonywanej przez bohaterów drodze. W sumie każdemu z nich jednak przyświeca pewien cel – przeżyć i odnaleźć się z pozostałymi.

Tą część rozpoczynamy na zapomnianych przez bogów i ludzi bagnach, gdzie całkiem przypadkiem wylądowała jedna z głównych bohaterek, po tym jak została ciężko ranna. W odosobnieniu i pod troskliwą opieką pewnego pustelnika bohaterka dochodzi do siebie i aż rwie się do powrotu na szlak. W trakcie przymusowego pobytu miedzy tym dwojgiem, wydawałoby się niezwykle odmiennych osób nawiązuje się przyjaźń. Dzięki temu możemy poznać losy bohaterki, bo otwiera się ona przez pustelnikiem i opowiada mu swoją historię.

W tym samym czasie Wiedźmin wraz ze swą kompanią przeżywają kolejne niecodzienne przygody, pokonują kolejne kilometry w drodze do wyznaczonego celu, a także zdobywają nowego członka ekspedycji. Po raz kolejny w akcji, jedynie epizodycznie, ale dość znacząco pojawia się pewna czarodziejka.

Główni bohaterowie przeżywają swoje, ale równocześnie na całym świecie wiele się dzieje pomiędzy Cesarstwem Nilfgaardru a państwami Nordlingów. Dochodzi do znaczących bitew, oblężeń strategicznych twierdz oraz skrytych knowań mogących przeważyć o zwycięstwie.

Tak w skrócie można podsumować „Wieżę jaskółki”, aby nie za wiele zdradzić z fabuły. Nadal wiele się dzieje, akcja nie zwalnia tempa, choć już powoli wyczuwa się podążanie ku wielkiemu finałowi całości serii. Według mnie w każdym cyklu znajdzie się taki moment, w którym da się wyczuć zmierzającą ku końcowi historię (ja właśnie teraz zaczęłam odczuwać takie symptomy – Czy Wy też tak macie?).

Muszę przyznać, że historia Wiedźmina Geralta, czarodziejki Yennefer oraz księżniczki Ciri, jest niezwykle wciągająca. Autor tak prowadzi fabułę, że mimo jej obszerności nie jest ona nużąca. Powiem więcej, jest ona dynamiczna, poukładana i na każdym kroku interesująca. Sądziłam, iż z każdym kolejnym tomem nic mnie już nie zaskoczy, ale się myliłam. Pan Sapkowski nadal potrafi zaskoczyć czytelnika, nie tylko nowymi wydarzeniami, czy zwrotem akcji, ale utrzymującym się na tym samym poziomie kunsztem języka używanego w poszczególnych tomach. Według mnie to właśnie specyfika języka, którym posługuje się autor świadczy o wyjątkowości tej serii.

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment