Kolejna odsłona Szekspira pióra Jennifer Lee Carrell.

Targana sprzecznymi emocjami po przeczytaniu „Szyfru Szekspira”, do końca nie byłam pewna czy sięgać po kontynuację książki autorstwa Jennifer Lee Carrell. Jednak jestem typem człowieka, którego wręcz prześladuje konieczność poznania woluminów, jeśli są elementem jakiegoś cyklu. W związku z tym, wyszperałam i zabrałam się za czytanie pozycji o jakże przewrotnym tytule: „Wciąż mnie prześladują”. Tytuł pierwszego tomu przygód Kate Stanley, był zrozumiały, prosty w swym przekazie oraz nawiązywał do fabuły. Natomiast, interpretacja tytułu kolejnego z tomów nastręczyła mi pewnych trudności. Pierwsze skojarzenie jest takie, iż główną bohaterkę nieustannie nachodzą myśli o Szekspirze i nie może się ich pozbyć. Druga konotacja, odnosi się do osób zadręczających bohaterkę ze względu na jej szekspirowskie zainteresowania. Być może oba kierunki są po części właściwe, kto wie. Jedyną osobą, która jest w stanie udzielić precyzyjnej odpowiedzi (albo i nie) jest sama autorka. Przejdźmy jednak do fabuły.

Kate Stanley po raz kolejny zostaje uwikłana w dziwne sploty wypadków, których centrum stanowi jedna ze sztuk Szekspira, a mianowicie „Makbet”. Autorka ponownie prowadzi fabułę dwutorowo (w bieżącą akcję, wplata odniesienia do przeszłości). Kate, zostaje zaproszona do odwiedzenia zamku Dunsinnan oraz poznania sławnej niegdyś aktorki – Lady Narin. W hołdzie zmarłemu mężowi postanowiła ona wystawić sztukę, której reżyserię chce powierzyć naszej bohaterce. Młoda reżyserka i uczona, zaintrygowana zarówno propozycją, jak i osobą, która ją złożyła postanawia podjąć się tego zadania. W tym celu zamieszkuje na zamku i poznaje wszystkich aktorów, których Lady Narin zgromadziła do odegrania głównych ról sztuki. Jednak wypadki przybierają niespotykany obrót, w którym jednym z ważniejszych pytań staje się określenie – co jest jawą a co snem? Kto jest odpowiedzialny za śmierć nowych znajomych Kate? Kto stoi za porwaniem wnuczki Lady Narin – Lily? Czy szekspirowska sztuka jest faktycznie przeklęta? Czy może jednak ktoś wykorzystuje makbetowskie fatum do sobie tylko znanych celów?

Jeśli chodzi o przeszłość, to autorka zaciąga nas do wydarzeń z 1606 roku, mających miejsce w Szkocji, gdzie podczas pierwszych prób do sztuki ginie chłopiec z cudownym wróżebnym zwierciadłem. Według znawców gatunku wydarzenie to wymusiło na autorze zmianę pierwotnego zapisu sztuki. Jednak prawda o tym, jest niejasna i okryta aurą tajemniczości. Ponadto, pisarka odwołuje się do wiccańskich praktyk, które według zapisów miały miejsce, nie gdzie indziej, tylko w pobliżu zamku Dunsinnan.

Książka to kombinacja delikatnych plusików, z wyraźnymi minusami. Do pozytywów zaliczę: przyjemne do czytania opisy Szkocji czasów Szekspira i postać demonicznej hrabiny Arran – nieprzebierającej w środkach, aby zdobyć władzę oraz ciekawy, niezwykle plastyczny język, często wzbogacający opisy. Na uznanie zasługuje również przygotowanie poczynione przez autorkę do napisania tej pozycji oraz nawiązania w treści do wiedźm oraz wiccańskich i celtyckich wierzeń. Wśród słabości mogę wymienić przede wszystkim postać głównej bohaterki – nudna, wyjątkowo rozlazła i niestety chaotyczna w swoich rozważaniach. W pierwszej części jeszcze się jej postać obroniła, ale tutaj niestety już nie. Dodatkowo jestem zawiedziona marginalizacją postaci Bena – nie dość, że występuje bardzo sporadycznie (wyskakuje jak „filip z konopi”), to na dodatek nie pojawił się zapowiadany romans, na który liczyłam. Akcja, mimo ścielącego się gęsto trupa, niestety nie porywa.

Autorka wybrała sobie ciekawą tematykę, porusza interesujące kwestie, ale niestety brakuje dopracowania i to gubi książkę. Podejrzewam, że większość czytelników, będą zawiedzeni tą pozycją, podobnie jak ja. Jednak pasjonaci Szekspira, motywów celtyckich oraz wiccańskich – przyjemnie spędzą czas.

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Post comment