“Chrzest Ognia” A. Sapkowski

“Każdy ma jakieś zalety. Dla wyrównania wad.”

„- Kompania mi się trafiła. (…) Wierszokleta z lutnią. Dzikie i pyskate pół driady, pół baby. Wampir, któremu idzie na pięćdziesiąty krzyżyk. I cholerny Nilfgaardczyk, który upiera się, że nie jest Nilfgaardczykiem.

– A na czele drużyny wiedźmin, chory na wyrzuty sumienia, bezsiłę i niemożność podjęcia decyzji (…).” To chyba najlepszy opis towarzystwa w jakim przyszło Geraldowi podążać w misji ratunkowej. W związku z tym, nie mogłam się powstrzymać, aby go nie wykorzystać.

Odratowany przez dziwnożony Wiedźmin wyrusza na poszukiwanie Ciri. Niespodziewanie samodzielna wyprawa przemienia się w większą ekspedycję. Oczywiście, jednym z pierwszych uczestników jest bard Jaskier, który to przybył do Brokilonu by podróżować razem z Geraltem. Kolejną uczestniczką jest Milva, która do tej pory pomagała przeprawiać się przez las bandom Wiewiórek. W ten sposób rozpoczyna się podróż obfitująca w nieoczekiwane zwroty akcji i nowych towarzyszy.

Wyprawę warunkuje nie tylko sytuacja polityczna (trwają działania wojenne), a również kompania, w której towarzystwie akurat podróżują bohaterowie. W trakcie jednego z pierwszych zdarzeń, ich grupa powiększa się o pewnego rycerza poszukiwanego przez cesarstwo (spotkaliśmy go już kilkakrotnie na kartach książek). Podczas kolejnej z przygód ich grono zasila zagadkowy i niezwykle oczytany cyrulik, który dzięki swej wiedzy i umiejętnościom wyratuje im skórę (ale nie uprzedzajmy faktów).

W tym samym czasie autor opowiada nam o wydarzeniach, w których uczestniczy Ciri. Niektóre z nich zmrożą nam krew w żyłach, inne zaś zaskoczą. Jedno jest pewne nudzić się nie będziemy. Na scenie opisywanych wydarzeń (głównie ze względu na historie związane z czarodziejkami) pojawia się również zaginiona Yennefer. Będzie to krótkie wystąpienie w tej części, ale niewątpliwie dość istotne dla całości historii.

Opowieść nie zwalnia tempa. W tej części autor skupia się przede wszystkim na kolejach wydarzeń w jakich uczestniczy Wiedźmin wraz ze swą kompanią. Barwność grupy, ścieranie się wyrazistych charakterów oraz niezapomniane dialogi tworzą istotę „Chrztu ognia”. Dodatkowo, dzięki podróży wiedźmińskiej drużyny poznajemy kolejne terytoria północnych państw (trochę szkoda, że książka nie zawiera mapki, na której moglibyśmy się dokładnie zorientować w ruchach bohaterów). Nawet, gdy autor mniej pisze o samej Ciri, to i tak całość skupiona jest wokół jej osoby. Jak dla mnie jedynym zauważalnym minusem tego tomu, było spotkanie czarodziejek i opis ich wywodów nad sytuacją polityczną, rolą magii oraz genealogią Ciri (chaotyczna, zagmatwana i pompatyczna dyskusja, ciężka do przebrnięcia). Ten drobny epizod nie psuje jednak całości obrazu, który jest barwny, dynamiczny, interesujący, a często także zabawny. Kto jeszcze nie rozpoczął swej przygody z wiedźminem gorąco zachęcam do nadrobienia.

slademksiazek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Post comment